Senioralne żeglowanie
W przyszłym 2026 roku mija 100 lat od powstania Wielkopolskiego Związku Żeglarskiego. Nie wiem, czy wówczas istniały już senioralne grupy żeglarskie – pewnie nie. Żeglarstwo rodziło się po odrodzeniu Polski po I wojnie światowej, a „na nogi” stawiali je pasjonaci. My, Seniorzy, chcemy jednak naszymi działaniami żeglarskimi włączyć się w świętowanie tego Jubileuszu.
Sezon żeglarski 2025 dla wielkopolskich seniorów był obfity. Zorganizowaliśmy trzy duże rejsy na bardzo interesujących akwenach. Wymienię je i krótko o nich opowiem.
1. Rejs Wisła i Kanały (9.05 – 23.05.2025)
Rejs dwutygodniowy odbył się na dwóch jachtach motorowych typu „VISTULA C”, prowadzonych przez Bogdana Fischera i mnie. Trasa jednego jachtu wiodła z Konina, a właściwie ze Ślesina, do Torunia i z powrotem. Trasa drugiego jachtu: ze Ślesina przez Bydgoszcz, Grudziądz, Malbork, Elbląg, Zalew Wiślany do Gdańska. Udział wzięło 15 seniorów.
Był to piękny rejs: ze Ślesina kanałem Warta – Gopło do Kruszwicy, dalej Notecią, kanałem Górnonoteckim. Mijaliśmy Inowrocław, cumowaliśmy, przyjacielsko przyjęci, w marinie YK Inowrocław w Łącku. Minęliśmy Pakość, Barcin, pokonaliśmy siedem śluz na Kanale Górnonoteckim. Cumowaliśmy w Łabiszynie i zwiedziliśmy to miasteczko, słynne również z walk toczących się o nie w czasie Powstania Wielkopolskiego w 1918 r. Łabiszyn poczęstował nas najfajniejszymi lodami jagodowymi – jedna porcja, ale za to ogromna!
Rano czekały nas dalsze śluzy i znacznie utrudniające żeglugę świeżo ścięte zielsko na kanale. Jeszcze jeden nocleg na śluzie i wpłynęliśmy na Kanał Bydgoski – to już tylko 14 km i marina na Wyspie Młyńskiej w Bydgoszczy. Aby ją osiągnąć, musieliśmy pokonać jeszcze cztery śluzy w samej Bydgoszczy i dostać się na Brdę. Cumujemy w marinie, której gościnne pomosty skróciły się niestety do trzech łódek, większość zajęły na stałe prywatne hausboty. Zagłosowaliśmy w wyborach prezydenckich o 7:00 rano, jako pierwsi, ale kwiatów nasze Panie nie otrzymały.
Niestety, śluza Czersko Polskie na Wisłę nas nie wpuściła. Wodowskaz wskazywał 140 cm, a konieczne było 150 cm. Załoga Bogdana do Torunia nie dopłynęła – dojechali pociągiem. My wpadliśmy na pomysł, aby wyjąć z wody nasz jacht (4 tony), postawić na przyczepę i zwodować w Fordonie, bezpośrednio na Wisłę, na nowo wybudowanym tam slipie. Wyciągnęliśmy jacht w Starym Porcie na Brdzie i przewieźliśmy 7 km do Fordonu. Stanęliśmy na Wiśle – HURRA! Oczywiście, wszystko nadzorował i przewiózł jacht armator Łukasz Krajewski.
Było zimno i ponuro podczas rejsu Wisłą. W Chełmnie nie było gdzie zacumować. Zajrzeliśmy do Grudziądza, do Gniewu (do zamku już się nie dało dopłynąć – brak wody w kanale). Wpłynęliśmy w Białej Górze na Nogat, zwiedziliśmy Malbork, Elbląg, popłynęliśmy na Zalew Wiślany na Przekop (Port Nowy Świat!), Szkarpawą do Gdańska i Rybiny. Koniec wspaniałego rejsu. Wody na ten rejs jeszcze w Wiśle wystarczyło, ale trzeba było uważać. Skorzystało z tego rejsu 15 Seniorów, część załóg po tygodniu się zmieniła. Wszyscy byli załogantami, pełnili wachty, wypełniali obowiązki żeglarskie. Średnia wieku: 77,5 lat. Bardzo udany rejs, zgodnie z opinią wszystkich Seniorów.
2. Rejs Mazury 2025 (12.07 – 19.07.2025 r.)
To rejs na jachtach żaglowych, sympatycznych, dobrze zaprojektowanych ANTILA 27 F. Załogi liczyły po sześć osób. Razem 18 osób. Kapitanami byli: Bogdan Fischer, Marek Kulesza i ja. Wybraliśmy trasę Mazur Północnych, tj. jeziora: Kisajno, Mamry, Łabap, Dobskie, Dargin i powrót do Giżycka, skąd braliśmy jachty.
Skusiła nas na tę trasę informacja, że w Mamerkach otwarto komnatę – kopię Bursztynowej Komnaty, więc chcieliśmy to zobaczyć, a także lubiany przez nas, Seniorów, port Węgorzewo, gdzie byliśmy w roku 2015, czyli 10 lat temu. Komnata była, ale ściany nie z bursztynu, tylko zdjęcia, dodano kilka małych elementów z bursztynu, lustro itp. Wymiary podobno takie jak prawdziwej komnaty. Opisano dość fajnie historię, ale gdzie jest, nadal nikt nie wie. Prawdopodobnie spłonęła w Królewcu podczas bombardowania, bo do Królewca z pewnością ją dowieziono. Piękne Węgorzewo, ale jakby poprzednia atmosfera tawern żeglarskich zmalała – pewnie to jednak my jesteśmy starsi o 10 lat.
W Zimnym Kącie na jeziorze Kisajno można kupić „Ducha Puszczy”. Kupiliśmy. Fajny – gruszkowy. Klasą dla siebie – co by nie powiedzieć – jest Sztynort. Oferuje wszystko: odrestaurowane zabytki, koncerty szant, dobre warunki cumowania, nawet elegancką kawiarnię. Wyspa Kormoranów na jeziorze Dobskim pozbawiona jest suchych drzew, ale rosną młode, a kormoranów jest ogromna ilość.
Jeszcze jezioro Dargin z licznymi płyciznami. TRZEBA BARDZO UWAŻAĆ na znaki kardynalne i umieć je odczytać, inaczej walnie się mieczem w głazy. Poziom wody na Wielkich Jeziorach opadł znacznie. Tydzień trwał ten rejs. Wielu z naszych załogantów było pierwszy raz na takim rejsie. Nic nikomu się nie stało, było bezpiecznie. BRAWO KAPITANOWIE! NAJWAŻNIEJSZE BEZPIECZEŃSTWO. Dziękuję.
3. Rejs po Dunaju (14.09. – 28.09.2025)
To, moim i załogi zdaniem, najsympatyczniejszy rejs w tym roku. Pływaliśmy jednym jachtem motorowym typu Vistula Cruiser z wbudowanym silnikiem, ciepłą wodą i ogrzewaniem, co się przydało, bo zdarzały się noce 11°C. Udział wzięło sześć osób. Średnia wieku: 78,9 lat. Rejs prowadziłem ja.
To był relaksowy rejs, dwutygodniowy. Mieliśmy do przepłynięcia trochę ponad 200 km Dunajem pod prąd: z Budapesztu do Győr. Do Győr nie dopłynęliśmy, bo leży ono nad rzeką Raab, ok. 12 km od Dunaju, ale trzeba było pokonać śluzę, aby wejść na rzekę Raab. To samo co na Wiśle w Bydgoszczy w maju – śluza nie pracuje, zbyt niski poziom wody na rzece Raab. Dojechaliśmy pociągiem.
Dunaj także obniżył poziom wód o ok. 2,5 m. Jednak Dunaj to na tym odcinku głęboka rzeka, więc żegluga się odbywała. My nie mieliśmy problemu – zanurzenie 70 cm. Duże, załadowane barki już tak nie. Widać było kilka stojących na mieliźnie. Żegluga pasażerska działała – te niskie, długie na 100 albo więcej metrów statki pasażerskie kursowały.
Dojechaliśmy pociągiem (sypialnym) do Budapesztu. Stamtąd, w marinie VIKING, stał nasz jacht. Na Budapeszt przeznaczyliśmy dwa dni. Zwiedziliśmy go z przewodnikiem (jeden dzień, trochę drogo, 150 euro za cztery godziny). Bez przewodnika bylibyśmy jak zabłąkane owieczki. Drugiego dnia, jak poznaliśmy trochę plątaninę kolejek, metra, pociągów turystycznych, tramwajów i busów, zwiedzaliśmy już sami. Chcę jednak zaznaczyć, że nie ma co liczyć na Węgrzech i na Słowacji na biura turystyczne, mapy, przewodniki itp. No i język.
Trzeciego dnia startujemy, opłynęliśmy Budapeszt. Od strony wody jeszcze piękniej wyglądają budowle nad Dunajem. Pod prąd, nie żyłując silnika, płyniemy z prędkością 5,5 km/godz. Mało, ale mamy czas, jesteśmy tu dwa tygodnie. Płyniemy zachodnią nitką Dunaju (rozdziela go długa na 32 km wyspa). Nad prawym, zachodnim w tej części brzegiem, leżą najbardziej interesujące miasta i najstarsza historycznie część Węgier.
Znajdujemy mariny (Kisoroszi), cumujemy czasem na dwa dni, zwiedzamy: SZENTENDRE (miasto artystów i wielu kultur), WYSZEHRAD (znane miejsce ze starym od 1200 r. zamkiem i cudownym przełomem Dunaju). Mijamy ujście rzeki IPOLY i od teraz mamy po prawej burcie Słowację, a po lewej nadal Węgry. Docieramy do ESZTERGOMU (Ostrzyhom), a po stronie słowackiej – ŠTÚROVA. To miejsce, gdzie ostatnią bitwę z Turkami, po pokonaniu ich pod Wiedniem, stoczył Sobieski. Mieszkańcy Štúrova wystawili mu okazały pomnik i bardzo szanują naszego króla. Cumujemy w pięknej marinie zlokalizowanej w odnodze Dunaju, wąskiej, przy długim pomoście (long side). Restauracja na pomoście, dwa kroki. Odnoga Dunaju wąska, dość silny prąd, nie ma mowy o manewrach.
Esztergom to pierwsza stolica Węgier, obecnie siedziba głowy Kościoła Katolickiego na Węgrzech. Ma potężną bazylikę i obok, niedaleko, stary pałac królewski. Bazylikę, co prawda, wybudowano dopiero w XIX w., a biskup, który tego dokonał, został z woli Cesarza Franciszka Józefa prymasem. W bazylice znajduje się największy w Europie malowany główny obraz ołtarzowy, wysoko wielka kopuła. Płyniemy dalej. Cumujemy tym razem na Słowacji, w marinie Patince, aby zwiedzić jedną z największych w Europie fortyfikacji obronnych.
Następny postój to KOMÁRNO, a po stronie węgierskiej KOMÁROM. Komárno (słowackie) to ładne miasto, z wielkim portem i wcześniejszą stocznią produkującą wycieczkowe statki, pływające po Dunaju aż do Morza Czarnego. Teraz raczej tam nie pływają, a stocznia nie pracuje. Zwiedziliśmy jeszcze Győr, o czym pisałem – bardzo piękne, stare miasto. Popływaliśmy trochę po Dunaju i koniec. Niedziela 28.10., musimy przygotować jacht do postoju w porcie.
Piękny rejs. Poznawanie świata od strony wody to piękne przeżycie. SPRÓBUJCIE. Węgry i Słowacja to niby blisko, ale nie znamy tych krajów. Język węgierski, inna waluta przysparzają kłopotów, ale i atrakcji. Wszystko było w porządku, rejs był bezpieczny, nic się nikomu nie stało, choć sytuacje żeglarskie bywały też trudne.
Udział w rejsach brali:
- Kapitanowie: Bogdan Fischer, Marek Kulesza i Henryk Kociemba.
- Załoganci: Grażyna M., Teresa B., Daniela B., Ania B., Ania K., Beata K., Ewa K., Marysia S., Alina Ł., Grażyna D., Elżbieta S., Roma K., Danka M., Roman B., Wojciech P., Henryk S., Rajmund B., Zdzisław S., Andrzej B., Stanisław R., Marceli F.
Wszystkim uczestnikom bardzo dziękuję, a szczególnie Kapitanom, za udział, za pełnienie ważnych funkcji, za wachty, bezpieczne i fachowe manewry, za dobrą atmosferę na jachtach, co pozwoliło zapamiętać te rejsy jako bardzo fajną przygodę.
AHOJ! Henryk Kociemba – Komandor Seniorskiej Grupy Żeglarskiej







